W radomskich Czarnych stawiają na wychowanków

SIATKÓWKA. Radomskie Centrum Siatkarskie Czarni usilnie walczy o powrót do lat świetności. Przyszłe sukcesy, nawet te na wyższych szczeblach rozgrywek, radomski klub chce i w dużym stopniu buduje, opierając się na zawodnikach z Radomia
Kiedy przed laty Wojskowy Klub Sportowy Czarni Radom przez 18 sezonów nieprzerwanie występował na boiskach ekstraklasy, jego atutem było m.in. to, że w drużynie roiło się od graczy, którzy siatkarskiego rzemiosła uczyli się w naszym mieście. Następnie po osiągnięciu wieku seniora reprezentowali popularnych wojskowych w rozgrywkach mistrzowskich. To ważne, bo ci, którzy budowali ówczesną potęgę Czarnych, identyfikowali się z klubem bezgranicznie. Oczywiście tzw. napływowych zawodników także nie brakowało, jednak kluczowe było to, że kręgosłup drużyny stanowili swoi. W czasach teraźniejszych Czarni ponownie zamierzają zawojować siatkarskie salony. Znów stawiają przede wszystkim na siatkarzy związanych z miastem i klubem od dawna. Nie jest zatem dziełem przypadku, że kadra radomskiego klubu jest w 99 procentach oparta na wychowankach. Zbudowany przed tym sezonem zespół to mieszanka rutyny z młodością. Ale zarówno doświadczeni gracze, jak i adepci tej dyscypliny to siatkarze mający za sobą kolejne szczeble szkolenia w Radomiu. Jeśli już pochodzą spoza regionu, to bardzo mocno identyfikują się z klubem i spokojnie można ich zwać radomianami.

Cel włodarzy Czarnych, ale także wspierającego klub organizacyjnie i finansowo stowarzyszenia Czarni Radom, by skład opierać na rodzimych zawodnikach, to sytuacja niespotykana w kraju. Trudno bowiem znaleźć drugi siatkarki klub w Polsce, gdzie kadrę flagowego zespołu tworzą wychowankowie. Dlaczego inni nie idą tym śladem? Bo nie jest to sprawa łatwa do realizacji. W zespołach trudno jest o wysoki potencjał całej grupy zawodników dających choćby w teorii większe prawdopodobieństwo osiągnięcia sportowego sukcesu. Dlatego marzący o awansach, mistrzostwach czy starcie w pucharach, żeby ponadprzeciętnie zaistnieć, muszą zatrudniać graczy napływowych. W Czarnych mamy tymczasem do czynienia z sytuacją wyjątkową - do rutyniarzy od lat związanych z klubem, takich jak Robert Prygiel, Krzysztof Staniec, dołączyła plejada młodych uzdolnionych graczy (dwukrotnych mistrzów Polski juniorów), np. Kacper Gonciarz, Rafał Pszenny czy Paweł Filipowicz. To tylko przykładowe nazwiska, bo na dobrą sprawę wymienić trzeba by było niemal wszystkich graczy z kadry trenera Wojciecha Stępnia. Kolejnym przykładem strategii Czarnych jest choćby ostatnie wzmocnienie radomskiego lidera II ligi. Do ekipy trenera Stępnia dołączył bowiem przyjmujący Kamil Gutkowski, które ostatnie dwa sezony spędził na zapleczu ekstraklasy w BBTS-ie Bielsko-Biała, ale siatkarskiego abecadła uczył się w klubie z miasta nad Mleczną. - Chcemy być i - mam nadzieję - jesteśmy silni swoimi wychowankami. Jesteśmy prawdopodobnie jedynym takim zespołem w Polsce. To zaszczyt i prestiż dla naszego klubu. Obecnie w szerokiej kadrze tylko Grzesiek Surma pochodzi spoza Radomia lub regionu radomskiego. Pozostali przed laty bądź jeszcze niedawno szkolili się w grupach młodzieżowych Czarnych - mówił "Gazecie" prezes Stańczuk.

Na razie radomianie występują na trzecim szczeblu siatkarskich rozgrywek w kraju. Ale są na najlepszej drodze, by już w kolejnym sezonie rywalizować na wyższym poziomie. Nie jest tajemnicą, że wówczas potrzebne będą następnie wzmocnienia. Jeśli polityka klubu nadal będzie ukierunkowana na stawianie na swoich, to działacze będą mieli prawdziwe pole do popisu, by sprowadzić do rodzinnego miasta graczy z siatkarską przeszłością w Radomiu. A trzeba dodać, że jest ich wielu rozsianych w klubach I ligi, a nawet w ekstraklasie. Wystarczy wymienić takich zawodników jak Wojciech Żaliński, Maciej Pawliński czy Wojciech Ferens.