Trybuna kibica. Jak kibicować, aby nie zwariować...

Czyli krótki poradnik dla dopingującego reprezentację Polski - przygotowany przez Macieja Stępnikowskiego, czytelnika ?Gazety?. Pan Maciej postanowił wziąć udział w konkursie Trybuna Kibica, przesłał nam przygotowany przez siebie poradnik.
Euro zbliża się wielkimi krokami. Nie ma już czasu, by wychować kolejnych wirtuozów, naprędce sklonować i naturalizować Leo Messiego. Pustki w kasie państwa wykluczają możliwość zbiorowego przekupstwa przeciwników, a w polską myśl szkoleniową nie wierzą już nawet najstarsi górale. Czy to znak, że przed nami beznadziejne tygodnie pełne zawiedzionych nadziei i ogólnonarodowego smutku?

Niekoniecznie! Skoro nasi futboliści nie zawsze dają sobie radę, pora, abyśmy to my - KIBICE - wzięli sprawy we własne ręce. Podobno "wszyscy jesteśmy drużyną narodową". A ponieważ w sile kilku milionów nie możemy dosłownie wyjść na boisko i strzelić Holandii kilku bramek, trzeba poszukać bardziej... subtelnych metod. Niektórzy mówią, że polskiej piłce może pomóc tylko czarna magia. No, to najwyższa pora przypomnieć sobie tradycje z "Dziadów" i zaprząc ją do pracy! Oto kilka żelaznych sposobów na zwiększenie szans naszych ulubieńców w Euro 2012 - do wyboru, do koloru.

Sposób #1: Na płaza

To historyczny fakt, przywieziony z książek o piłce z dalekiej Brazylii. Otóż zdarzało się, że tamtejsi szamani, chcąc przynieść jednej drużynie szczęście, a drugiej pecha - zakopywali w pobliżu bramek... zdechłe żaby. Żab ci u nas dostatek, kilka z nich z pewnością tragicznie skończy pod kołami, więc obrońcy przyrody się nie obrażą. Nie dość, że będą mieć godny pochówek, to jeszcze przysłużą się społeczeństwu. A że murawa na większości stadionów wymaga wymiany, z umieszczeniem tajemniczych zawiniątek problemu nie będzie... I jedyną wadą "żabiej" metody jest fakt, iż jest ona obosieczna. Połowę meczu my gramy na przeklętą bramkę, połowę oni. Ale zawsze lepsze to niż nic.

Skuteczność: gwarantowana, skoro brazylijskie Botafogo z połową mistrzowskiej reprezentacji nie było w stanie dać sobie rady z "żabią klątwą", Hiszpanie i Niemcy też nie dadzą. No chyba, że przywiozą własnego szamana...

Sposób #2: Na pieska

Tylko bez skojarzeń poproszę! Kibicowanie to bardzo poważna sprawa. Drugi sposób jest bardzo prosty pod warunkiem, że posiadamy odpowiednio wybieganego czworonoga. I musi być na tyle niewielki, abyśmy jakimś cudem zdołali przemycić go na stadion. A potem wystarczy poczekać na moment, w którym loty naszych "Orłów" osiągną niebezpiecznie niski pułap... i wypuścić pieska na murawę! Niech sobie pohasa, poharcuje, ściągnie uwagę piłkarzy przeciwnika. A Franz Smuda w tym czasie sprawi naszym taką motywację, że i pięć bramek straty odrobią. Metoda równie dobrze sprawdzałaby się z człowiekiem w roli głównej - swego czasu popularyzował ją niejaki Jimmy Jump - ale piesek zręczniejszy i trudniej go złapać.

Skuteczność: wysoka, pod warunkiem że nie będziemy tego próbować na Ukrainie. Tam z bezpańskimi (a zwłaszcza biegającymi samopas po boisku podczas meczu) psiakami rozprawiają się szybko i niekoniecznie bezboleśnie.

Sposób #3: Na Hannawalda

Podobno w czasie Turnieju Czterech Skoczni w 2001/2002 roku wszyscy zgromadzeni na trybunach Niemcy dmuchali Svenowi Hannawaldowi pod narty. Na tyle skutecznie, że ów jako jedyny wygrał wszystkie cztery konkursy. I nie pomogła superforma króla Adama, któremu - to informacje niepotwierdzone - przeszkadzano, gromadnie wciągając powietrze. Sposób jest bardzo prosty: niech kilkadziesiąt tysięcy polskich kibiców na stadionie usadzi się za bramką i jak jeden mąż dmucha bądź wciąga powietrze w zależności, czy będzie to bramka nasza, czy ich. Pojedynczy fan nic by tu nie zwojował, ale gdy stworzymy grupę wojowniczą niczym sam Janosik, stworzony w ten sposób wiatr ma szansę realnie wpłynąć na wynik meczu!

Skuteczność: średnia, w paradę może nam przecież wejść prawdziwy wiatr. A wujka Hofera i cioci Tepesa na podorędziu nie będzie.

Sposób #4: Na Tytusa

Gdy wszystko inne zawiedzie, musimy wybrać spośród swej grupy odważnego, który dokona dywersji na turniejowych piłkach. Wystarczy spryskać je słynnym eliksirem Tytusa de Zoo, przygotowywanym (przez innego ochotnika) według receptury:

"Zgniłe jajeczko wlać bez skorupki, czosnek, cebulę, razem do kupki. Dodać amoniak i siarkowodór, nos zatykając, czekać na odór."

Gotowe! Nosy smakoszy z Włoch, wymuskanych Francuzów, gorącokrwistych Hiszpanów czy lubujących porządek Niemców nie wytrzymają fetoru, piłka raz po raz będzie więc wracać pod nogi biało-czerwonych. Ci, chcąc nie chcąc, potrafiąc bądź też nie, prędzej czy później zrobią z niej użytek. A statystyki posiadania będą mieć lepsze, niż sama Barcelona.

Skuteczność: wysoka. Ale tylko pod warunkiem, że goście z Europy - zwłaszcza ci z cieplejszych rejonów - nie nabawią się przed meczem kataru za sprawą naszej nieprzewidywalnej pogody.

Sposób #5: Na Jamajczyka

Tu nie ma co się rozpisywać ani kombinować. Po prostu, zabieramy ze sobą na stadion laleczkę voodoo uosabiającą największa gwiazdę przeciwnej reprezentacji. Spokojnie oglądamy mecz czekając, aż "ofiara" znajdzie się przy piłce. Wtedy nakłuwamy laleczkę w wybrane miejsce i obserwujemy efekty. Metoda może zostać spotęgowana, gdy kolejni kibice uzbroją się w laleczki różnych graczy. Tylko uwaga! Nadmierne, jednoczesne nakłuwanie jednego i tego samego piłkarza przez większą grupę fanów może w końcu ściągnąć czyjąś uwagę. Dyskretnie, panowie, dyskretnie...

Skuteczność: średnia. No bo jak ochrona zabroni wnieść na stadion szpilek, pozostanie liczyć na drogie Panie i ich wsuwki do włosów - w ostateczności dadzą radę, ale efekt może być połowiczny.

UWAGA!! Nieskutecznie w przypadku starcia z reprezentacją Portugalii, bo Cristiano Ronaldo jest tak często nakłuwany przez fanów Messiego, że zdążył się już uodpornić.

I to wszystko, drodzy Kibice. Użycie jednej z powyższych metod (a najlepiej wszystkich naraz bądź w kombinacjach) z całą pewnością wspomoże naszych ulubieńców w ich drodze po, miejmy nadzieję, medale mistrzostw Europy. Zapewniam, że przy sporządzaniu niniejszego poradnika nie ucierpiała żadna żaba, pies, skoczek narciarski, jajko ani laleczka. Jako środki dodatkowe, zwiększające skuteczność opisanych sposobów, zalecane jest użycie reprezentacyjnych koszulek, szalików i czapeczek w połączeniu z głośnym i nieprzerwanym dopingiem z trybun. Do boju, Polsko!

Wszystko o konkursie Trybuna kibica>>
Kliknij, by obejrzeć galerię