Sport.pl

Druga porażka z rzędu koszykarzy Rosy i druga z liderem

Zawodnicy Rosy Radom przegrali przed własną publicznością ze Stelmetem Zielona Góra. Mistrz kraju okazał się lepszy od radomian różnicą aż 30 punktów i awansował na fotel lidera Tauron Basket Ligi.
Prawdziwy hit kolejki kończył piątą serię Tauron Basket Ligi. W Radomiu rywalizowały drużyny, które po dotychczasowych spotkaniach miały na koncie trzy zwycięstwa i jedną porażkę. Oczywiście faworytem rywalizacji byli aktualni mistrzowie Polski i uczestnicy Euroligi, zawodnicy Stelmetu Zielona Góra.

- Wiemy, jakim potencjałem dysponuje Stelmet, ale my się przed nimi nie położymy i nie damy się zbić - zapowiadał przed pojedynkiem Marek Łukomski, drugi trener Rosy.

Tymczasem wielkim nieobecnym spotkania był Robert Witka. Były reprezentant Polski w ostatnich dniach w ogóle nie trenował z drużyną, bowiem uskarżał się na kontuzje piszczeli.

Kibice za to, którzy szczelnie wypełnili halę Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji czekali zwłaszcza na konfrontację czołowych rozgrywających naszego kraju: Kamila Łączyńskiego i Łukasza Koszarka. - Uważam, że mecz nie będzie się rozstrzygał na jednej pozycji - dodał Łukomski.

Za trzy punkty spotkanie rozpoczął Aaron Cel, który do Stelmetu został sprowadzony z Turowa Zgorzelec. Silny skrzydłowy należał do najskuteczniejszych zawodników początku gry, bowiem zdobył siedem z dziewięciu oczek Stelmetu. W tym czasie radomianie odpowiedzieli jedynie czterema.

Przy stanie 6:17, szkoleniowiec Wojciech Kamiński poprosił o przerwę, bowiem jego podopieczni nie realizowali przedmeczowych założeń. Gospodarze wydawali się być sparaliżowani klasą rywala. Niestety do końca kwarty ich gra nie uległa poprawie, a to za sprawą bardzo dobrze broniących podopiecznych Mihailo Uvalina. Radomianie tylko w tej części popełnili pięć strat, ponadto trzykrotnie dali się zablokować. Nic więc dziwnego, że przegrywali 9:28 - przy aż 77-procentowej skuteczności rywali!

Druga kwarta była już bardziej wyrównana, ale w dalszym ciągu w drużynie miejscowych punktowało tylko dwóch zawodników: Kirk Archibeque i Elijah Johnson. Na 27 sekund przed końcem połowy trener gości poprosił o przerwę, po tym jak jego zawodnicy stracili sześć kolejnych punktów a Rosa przegrywała 30:44. Takim też wynikiem zakończyło się pierwsze 20 minut rywalizacji.

Po zmianie stron wystarczyło 20 sekund, by Łukasz Majewski trafił pierwszą "trójkę" w meczu (wcześniej radomianie oddali 10 takich prób) a Rosa przegrywała 33:44. W 23. minucie miejscowi tracili do Stelmetu tylko siedem punktów, a kapitalną akcją i wsadem piłki do kosza po podaniu Johnsona, popisał się Kim Adams. Tym razem to mistrzowie kraju nie mogli znaleźć recepty na przeciwników z Radomia - zdobywając zaledwie dwa punkty w ciągu pięciu minut.

Dużo niekoszykarskich emocji, towarzyszyło poczynaniom na parkiecie pod koniec trzeciej kwarty. Kilka "dziwnych" gwizdków arbitrów, wprowadziło nerwowość po stronie radomian. Dzięki temu Archibeque i Łączyński ukarani zostali przewinieniami technicznymi, a ten pierwszy za nadmiar fauli musiał opuścić parkiet. Warto zaznaczyć, że wówczas radomianie tracili do rywali tylko sześć oczek.

Najwięcej koncentracji wykazał w końcówce tej kwarty Kamil Chanas, dwukrotnie trafiając za trzy punkty. Kilkadziesiąt sekund po rozpoczęciu ostatniej kwarty, piąty faul otrzymał najlepszy w drużynie Rosy Johnson i już wtedy wiadomo było, że gospodarze doznają pierwszej porażki przed własną publicznością. Rosa straciła nie tylko punkty, ale i Majewskiego, który doznał kontuzji stawu skokowego i także musiał zasiąść na ławce rezerwowych.

Do końca meczu nie dotrwał również Adams - na dwie minuty przed końcową syreną - przekraczając limit fauli.

Rosa Radom - Stelmet Zielona Góra 57:87 (9:28, 21:16, 15:19, 12:24)

Rosa: Kardaś 2, Radke 0, Łączyński 0, Lucious 4, Zalewski 3, Majewski 7, Dłoniak 5, Adams 2, Jeszke 2, Archibeque 15, Johnson 13.

Więcej o: