Maratończyk: Nie palę, dzięki temu mogę biegać

W czwartek Światowy Dzień Rzucania Palenia. Co miesiąc trujący nałóg próbuje rzucić 440 tys. Polaków. - Przez 20 lat paliłem kilka paczek dziennie. Potem z dnia na dzień po prostu przestałem i nigdy już nie sięgnąłem po papierosa - wspomina 65-letni Tadeusz Kraska, który ukończył ponad 100 maratonów na pięciu kontynentach.
Katarzyna M. Wiśniewska: Przez ile lat pan palił?

Tadeusz Kraska, prezes stowarzyszenia "Biegiem Radom!": Aż się dziwię, że tak późno zacząłem, bo miałem wtedy 30 lat. Paliłem przez 20 lat.

Paczkę dziennie, więcej?

- Zaczynałem delikatnie, chyba tak jak większość palaczy, ale kończyłem na co najmniej dwóch paczkach dziennie. Stosowałem zabiegi powszechnie znane, czyli kombinacje z markami, coraz słabszymi papierosami. Zaczynałem spokojnie, potem był okres mocnych papierosów, później markowych, a kończyłem na R-6. To były chyba najlżejsze papierosy, które nawet kobiety w ciąży paliły! Leżałem w szpitalu akurat, mieliśmy po sąsiedzku oddział położniczy i wszystkie panie, które wychodziły palić, to R-6. Tak mi się wtedy utrwaliło, że są bezpieczne, lekkie...

Paliłem bardzo dużo. Złudnie mi się wydawało, że reguluję sobie w ten sposób stany napięcia, stresu, moja praca miała charakter dosyć dynamiczny, wiele osób spotykałem, każdy nowy problem, nowe spotkanie zaczynało się od kurtuazyjnego papieroska. Często było tak, że jeszcze niedopałek tlił się w popielniczce, a już odpalałem następnego. Modne wtedy było częstowanie, dziś chyba tak nie jest, że palimy wszyscy w kółeczku i się częstujemy. Trochę wtedy jeździłem na Zachód i tam dziwiło, że każdy miał swoją paczkę, odpalał i nie było to źle przyjmowane.

W domu potrafiłem wypalić 10 papierosów, a w pracy przez osiem godzin 30. Żona była uległa, pozwalała mi. Później dopiero zobaczyłem żółte firanki, żółtą podsufitkę w samochodzie, smród, który mi jeszcze przez jakiś czas towarzyszył.

I któregoś dnia po prostu pan rzucił? Bez akupunktury, leków, środków zastępczych?

- W pewnym momencie zatrzymałem się, zastanowiłem nad tym, jak wygląda moje życie, moje zdrowie. Dojrzałem do rzucenia palenia. Jeśli motywacja jest tylko ad hoc - rzucam, bo mi kolega dokuczył czy żona, zrobię jej na złość i rzucę, żeby komuś coś udowodnić - mamy małe szanse na rzucenie.

W moim przypadku ważne było świadome podejście do problemu, wiedziałem, że mam bardzo słabą kondycję, ważyłem 100 kg, zastanawiałem się, czy nie mam też jakiejś genetycznej astmy. Poszedłem na psychoterapię, która trwała półtora dnia. Musiałem udowodnić sobie, że ja naprawdę chcę rzucić, później porównać zyski i straty. Należało sobie wymyślić slogan, motto "dlaczego nie będę palił". Zajęcia kończyły się podpisaniem umowy z samym sobą, kiedy przestanę palić. Sloganu nie pamiętam, ale dałem sobie jeszcze pół dnia. W poniedziałek rano pojechałem do pracy, a napoczętą paczkę zostawiłem w domu. Od tamtej pory nie miałem papierosa w ustach.

Ciężko było?

- Tak. Czwartego dnia żona dyskretnie mi zwróciła uwagę, że ona nie prosiła, żebym rzucił. Byłem nerwowy, ale sam tego nie dostrzegałem. W pracy doprowadziłem do kilku awantur z pracownikami, kogoś doprowadziłem do płaczu, przez tydzień byłem ponoć niemożliwy. Ale oni ze mną wytrzymali i mnie się udało.

Zaczął pan zauważać zmiany w organizmie wolnym od nikotyny?

- Zdecydowanie. Pamiętam, że paląc, bardzo dużo soliłem, brakowało mi niektórych smaków. Teraz znacznie mniej potrawy doprawiam. Zapachy też zacząłem zauważać i przede wszystkim myśleć o zdrowiu.

Po jakichś pięciu latach od rzucenia paskudnie się przeziębiłem, miałem straszliwy, odrywający się kaszel i wtedy czułem z wnętrza siebie obrzydliwy zapach nikotyny. Pomyślałem: "Cholera, ile tego we mnie jeszcze musi siedzieć!". Rok po rzuceniu palenia zacząłem biegać, a właściwie wróciłem do swojej pasji biegowej ze szkoły średniej. Przez wiele lat to się nie udawało, przez palenie właśnie.

Palacze biegają?

- Przez tych kilkanaście lat, gdy bawię się bieganiem, obserwuję, że palacze stanowią 3-5 proc. biegaczy, ale oni palą mało. Widzę czasem po biegu palaczy, którzy szukają łapczywie tego papierosa. To mówi o tym, jak niestety silne jest to uzależnienie. Coś strasznego. Teraz zarówno w pracy, jak i prywatnie obracam się wśród osób, które są abstynentami i wiele z nich nie pali. Może mam nie do końca prawdziwy ogląd sytuacji, ale wydaje mi się, że coraz mniej osób pali, że jest moda na niepalenie. Tak to chyba działa, że jeśli przebywam w środowisku osób niepalących, a sam palę, to w którymś momencie one mogą mi pomóc.

Pana największe sukcesy biegowe...?

- Ukończyłem ponad 100 maratonów na pięciu kontynentach, udało mi się przy okazji zwiedzić około 30 krajów. Została jeszcze Antarktyda i Australia. Na maraton na Antarktydzie czeka się w kolejce ze trzy lata, taka zabawa kosztuje w przeliczeniu na złotówki około 30 tys. zł. Niedawno byłem w Stanach Zjednoczonych na maratonie w Nowym Jorku. Ale ja bardzo lubię biegać wszędzie, nieważne, czy w metropolii za granicą, czy gdzieś na kameralnej imprezie w Polsce, najważniejsze to wystartować, dobrze się zabawić.