Sport.pl

Doświadczenie Rosy, zadecydowało o triumfie nad Polfarmexem

Niezwykle dramatyczny i emocjonujący mecz zaoferowali kibicom na rozpoczęcie 2016 roku koszykarze Rosy Radom i Polfarmexu Kutno. Ostatecznie wygrali gospodarze, bo w samej końcówce zachowali więcej zimnej krwi.
Przez pierwsze pięć minut obie drużyny raziły nieskutecznością, i Rosa prowadziła z Polfarmexem 5:4. Dopiero od tego momentu gospodarze znaleźli receptę na umieszczanie piłki w koszu rywali, i pierwszą kwartę zakończyli prowadząc 20:9. Warto zaznaczyć, że wynik ustalił Daniel Szymkiewicz, trafiając równo z końcową syreną za trzy punkty.

Drugie dziesięć minut zdecydowanie lepiej zaczęło się dla podopiecznych Jarosława Krysiewicza. To jego zawodnicy stanęli wyżej w obronie, i taka taktyka przyniosła im efekt. Goście noszeni dopingiem licznej grupy kibiców, po pięciu minutach doprowadzili do remisu 22:22 i o czas poprosił trener Wojciech Kamiński. Wzięta przerwa poskutkowała tym, że kilka chwil później, tę samą czynność wykonał Krysiewicz, bo radomianie ponownie uciekli. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się triumfem miejscowych 35:29. Dużo więcej czasu niż zwykle od trenera Kamińskiego otrzymali centrzy: Kim Adams i Seid Hajrić. Wszystko spowodowane było tym, że kontuzji kciuka nabawił się na treningu Igor Zajcew, i Ukrainiec wprawdzie zasiadł na ławce dla zawodników rezerwowych, ale jedynie jako tzw. straszak.

W połowie trzeciej kwarty celnie zza linii 6.75 m. trafił Josh Parker, czym doprowadził do remisu po 42. Amerykański rozgrywający miał wówczas na koncie 15 punktów i wspólnie z C.J. Harrisem prowadził w klasyfikacji na najlepszego strzelca pojedynku. Z kolei w 27 minucie po celnym rzucie z kontrataku Michaela Frasera o czas poprosił Kamiński, bo Polpharmex wyszedł na jednopunktowe prowadzenie. Do końca trzecich dziesięciu minut niewiele się zmieniło i na ostatnią kwartę oba zespoły wychodziły remisując 52:52.

Co ciekawe Rosa wyszła na tę kwartę bez typowego centra, licząc na skuteczną grę obwodowych. Po półtorej minuty i celnej trójce w wykonaniu Marcina Malczyka, kutnianie wyszli na najwyższe prowadzenie w meczu, i było 58:54. Wówczas na parkiet powrócił Adams, bowiem taktyka bez centra najwyraźniej, nie zdała egzaminu. Kibice Rosy zbyt długo nie martwili się, tym że ich ulubieńcy przegrywają, bo następnych pięć oczek na swoim koncie zapisał Sokołowski. Im bliżej było końca gry tym emocje w hali MOSiR-u stawały się coraz większe. Raz za trzy punkty trafił Jarosław Zyskowski, by chwilę później takim samym rzutem odpowiedział Sokołowski. Jako, że Zyskowski nie pomylił się w następnej akcji rzutowej z dystansu to jego Polfarmex w dalszym ciągu utrzymywał prowadzenie. W końcu na 120 sekund przed końcową syreną Thomas trafił spod kosza i to Rosa odzyskała prowadzenie. Po niecelnej próbie gości z półdystansu przymierzył niezawodny tego dnia Sokołowski i przy stanie 71:67, o czas poprosił szkoleniowiec Polfarmexu. Od tego momentu, wszyscy kibice widowisku przyglądali się już na stojąco.

Emocje sięgnęły zenitu, gdy Robert Witka zablokował Bartłomieja Wołoszyna, a wsadem piłki do kosza popisał się w kontrze Sokołowski. Wówczas do końca gry pozostawało zaledwie 36 sekund, a radomianie prowadzili 75:67, i nie dali już wyrwać sobie zwycięstwa.



Rosa Radom - Polfarmex Kutno 79:71

Kwarty: 20:9, 15:20, 17:23, 27:19.

Rosa: Thomas 10, Witka 6, Harris 20, Szymkiwicz 10, Sokołowski 28, Adams 2, Bonarek 0, Jeszke 1, Hajrić 2.

Polfarmex: Jarecki 11, Grochowski 5, Malczyk 5, Wołoszyn 2, Gabiński 3, Bartosz 5, Fraser 10, Parker 18, Zyskowski 8, Johnson 4.

Więcej o: