Sport.pl

Wilki rozszarpały Rosę. Przykra porażka w Szczecinie

KING Wilki Morskie prowadzone przez Marka Łukomskiego, okazały się lepsze od radomskiej Rosy. Goście stracili w środowym starciu aż 98 punktów - co jest ich najgorszym wynikiem w obecnym sezonie Tauron Basket Ligi.
Pojedynek gospodarzy z wiceliderem rozgrywek, dla jednych jak i drugich, miał niebagatelne znaczenie. Podopieczni Marka Łukomskiego na ostatnich pięć spotkań triumfowali czterokrotnie, i cały czas liczą się w walce o czołową ósemkę rozgrywek. Z kolei radomianie po pięciu kolejnych triumfach, znajdowali się tylko za Stelmetem Zielona Góra, ale grupa goniących ich zespołów, jest znaczna.

Od początku obie drużyny nastawiły się na wymianę ciosów i co chwila wynik zmieniał się na korzyść to jednej, to drugiej drużyny. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez niespełna pięć pierwszych minut, kiedy było 9:9. Od tego momentu przez następnych 60. sekund gospodarze zdobyli osiem kolejnych oczek, i o przerwę poprosił nieco zaskoczony takim obrotem sprawy, szkoleniowiec gości - Wojciech Kamiński.

Niestety po przerwie dyspozycja jego podopiecznych wcale nie wyglądała lepiej, i po pierwszych 10. minutach to gospodarze prowadzili różnicą 13. oczek. W tym okresie uchodząca za jedną z najlepszych defensywy Tauron Basket Ligi - obrona Rosy, straciła 28 punktów a rywale trafili pięć razy zza linii 6.75m., na sześć oddanych prób.

Po sześciu kolejnych minutach z dystansu trafił Michał Nowakowski i szczecinianie objęli najwyższe, bo aż 17 punktowe prowadzenie w meczu. Wprawdzie po kolejnych 180 sekundach i nieco lepszej postawie radomian, ci zmniejszyli straty do 11 oczek, ale sama końcówka ponownie należała do zespołu Wilków Morskich. Nic więc dziwnego, że świetna dyspozycja strzelecka miejscowych poskutkowała tym, że po 20. minutach rywalizacji - gospodarze mieli na koncie aż 55 punktów i zanosiło się na pogrom. Wprawdzie kilka dni wcześniej podopieczni trenera Łukomskiego także popisali się efektowną wygraną zdobywając ze Startem Lublin aż 121 punktów, ale chyba mało kto spodziewał się, że podobnie może być w starciu ze zdobywcą tegorocznego Pucharu Polski.

Po zmianie stron miejscowi kontrolowali przebieg wydarzeń na parkiecie, nie pozwalając rywalom na zmniejszanie strat. Dobre zawody po stronie gospodarzy rozgrywali wówczas Łukasz Majewski (były kapitan Rosy) i Frank Gaines. Ten ostatni w połowie kwarty miał na koncie 20 punktów, ale i cztery przewinienia i musiał usiąść na ławce rezerwowych. Jako, że miał go kto zastąpić w zdobywaniu punktów - m.in. w końcówce trzecich dziesięciu minut Brandon Brown - to KING na ostatnią kwartę wychodził gromiąc Rosę 76:56.

Jeszcze w 34 minucie drużyna Wilków prowadziła 84:65, i wtedy nastąpił zryw radomian. Dość szybko bo w ciągu minuty Rosa odrobiła sześć oczek i o przerwę poprosił Łukomski. Ta na tyle wybiła gości z rytmu, że ci nie byli już w stanie zmienić oblicza pojedynku.



KING Wilki Morskie Szczecin - Rosa Radom 98:84

Kwarty: 28:15, 27:24, 21:17, 22:28.

KING: Gaines 22, Aiken 10, Brown 10, Nowakowski 10, Robinson 9, Leończyk 11, Kikowski 9, Majcherek 0, Majewski 15, Nikolić 0, Garbacz 0, Galdikas 2.

Rosa: Thomas 5, Witka 14, Harris 9, Zajcew 21, Szymkiewicz 10, Sokołowski 10, Adams 0, Bonarek 4, Jeszke 11, Schenk 0.

Więcej o: