Sport.pl

W Kętach tylko punkt Czarnych za porażkę w tie - breaku

Po raz pierwszy w debiutanckim sezonie na zapleczu ekstraklasy siatkarze Czarnych Radom stoczyli ligowy bój na dystansie pięciu setów. Niestety dla radomian, niżej notowany Kęczanin Kęty okazał się minimalnie lepszy. Podopiecznym trenerów: Wojciecha Stępnia i Roberta Prygla pozostaje na pocieszenie wywalczony punkt do klasyfikacji, przysługujący za zdobycie dwóch odsłon w meczu.
Czarni rozpoczęli z animuszem, regularnie punktując gospodarzy. W secie otwarcia ostatni remis zanotowano na początku, kiedy punkt bezpośrednio z pola serwisowego zaliczył Stanisław Wawrzyńczyk. Wówczas na tablicy wyników było 2:2, jednak po kilku następnych akcjach radomianie uciekli z wynikiem bezpowrotnie. Co prawda Kęczanin zniwelował w połowie partii przewagę, ale w końcówce znów musiał uznać wyższość radomskiego beniaminka. Wygraną do 17 zapewnili: Jakub Wachnik, który mimo potrójnego bloku zdobył setbola oraz środkowy gospodarzy Dariusz Kubica, posyłając atak z tzw. krótkiej daleko w atut.

W drugiej i trzeciej partii na boisku kipiało od emocji. Obie odsłony, po walce na przewagi, padły łupem miejscowych. Nie ulega wątpliwości, że zażartej walki o każdą piłkę nie brakowało. W drugiej po ataku Kamila Gutkowskiego przyjezdni mieli nawet piłkę setową, jednak ostatnie słowo należało do gospodarzy i...arbitrów spotkania. Przy stanie 26:25 Wachnik zaatakował mocno i zdaniem obserwatorów po rękach blokujących rywali. Sędziowie orzekli jednak, że dotknięcia piłki nie było, zaliczając zdobycz gospodarzom.

Jeszcze więcej kontrowersji towarzyszyło końcówce kolejnej rozgrywki, ale o tym za chwilę. W trakcie tego seta w szeregach radomskiego zespołu doszło do zmiany na pozycji atakującego. Roberta Prygla zastąpił Krzysztof Ferek i długo pozostawał nie do zatrzymania dla blokujących Kęczanina. Jednak i on i to w decydującym momencie, nadział się na klasyczną "czapę". Kiedy na tablicy widniał remis po 23 Ferek został zablokowany w pojedynkę przez Pawła Pietraszkę. Wówczas szkoleniowiec Czarnych Wojciech Stępień poprosił o przerwę na żądanie, po której miała miejsce sporna sytuacja. Sędzia gwizdnął radomianom błąd dotknięcia siatki. Siatkarze z Radomia co prawda protestowali, ale zmiany decyzji nie wymusili. Wówczas stało się jasne, że z Małopolski gracze z miasta nad Mleczną nie wrócą z kompletem punktów.

Mało tego, siatkarze z Radomia musieli się wziąć mocno do roboty, by z hali Kęczanina nie wracać na pusto. Do stanu 15:15 trwały wymiany punkt za punkt. Wtedy Czarni pokusili się o punktową serię. Ze skrzydła skutecznie huknął Wachnik, za moment ten sam zawodnik "poprawił" w kontrataku, a na dokładkę radomianie zaproponowali blok na Pietraszce. Przewagi siatkarze trenera Stępnia nie roztrwonili, doprowadzając do tie- breaka.

Decydująca partia rozgrzała kilkuset widzów do czerwoności. Raz jedna, raz druga drużyna była bliższa zwycięstwa. W bitwie na przewagi przyjezdni zadbali o kilka szans na skończenie meczu sukcesem. Niestety, Czarnym nie było dane w sobotni wieczór wygrać. Po dłuższym niż zwykle tie - breaku Kęczanin wygrał 20:18, a ostatni punkt zdobył skutecznym blokiem.

Kęczanin Kęty - RCS Czarni Radom 3:2 (17:25, 27:25, 25:23, 21:25, 20:18).

Czarni: Neroj, Prygiel, Grzechnik, Wachnik, Kałasz, Gutkowski, Filipowicz (libero) oraz Gonciarz, Ferek, Radomski, Kocik.

Więcej o: