Cerrad Czarni przegrali we własnej hali z AZS-em Olsztyn

Siatkarze oraz kibice Cerradu Czarnych Radom tym razem muszą pogodzić się porażką w meczu o punkty PlusLigi. Sposób na radomian znaleźli zawodnicy AZS-u Olsztyn, którzy w radomskiej hali MOSiR wygrali bez straty seta.
Przed spotkaniem jedynym pewnikiem było to, że któraś z drużyn wygra ten pojedynek. Remisów w tej dyscyplinie przecież nie ma. Ale już wytypowanie triumfatora, pozostawało zagadką. Oczywiście można było teoretyzować, bo za Czarnymi mógł choćby przemawiać atut własnej hali. Z kolei akademicy pałali żądzą rewanżu za grudniową porażkę u siebie (Czarni ograli AZS 3:1) i raczej nie wyobrażali sobie innego rozstrzygnięcia, jak tylko ich wygrana. Trudność wskazania faworyta potęgował także dotychczasowy bilans zespołów z Radomia i Olsztyna. Czarni i AZS miały przed konfrontacją w hali MOSiR po 10 zwycięstw, plasowały się na miejscach, odpowiednio szóstym i piątym.

Tyle teorii, bo rzeczywistość okazała się nad wyraz korzystna dla przyjezdnych...

Rywale beniaminka mieli atuty, które w odpowiednich momentach każdej z partii decydowały o wygranych olsztynian. - Staraliśmy się, daliśmy z siebie wszystko, ale tym razem Olsztyn był po prostu lepszy. Trudno, musimy przyjąć porażkę i w kolejnym spotkaniu szukać szansy na zwycięstwo - skomentował Bartłomiej Grzechnik, środkowy Czarnych.

W secie otwarcia przełomowy moment miał miejsce przy stanie 17:16 dla gospodarzy. W kolejnej bowiem akcji radomianie mieli kontrę w górze, ale Dirk Westphal został zablokowany. Zamiast zatem dwupunktowej przewagi, na tablicy widniał remis. Za moment Olsztyn zaproponował całą serię punktową. W polu zagrywki pojawił się Matti Oivanen i swoim serwisem zdemolował szeregi Czarnych. Środkowy AZS -u tasował swoim podaniem. Uderzał mocno, by za chwilę posłać techniczne zagranie. Efekt jego wyczynu był taki sam, czyli punkty bezpośrednio z zagrywki lub też akcja, po której kontry kończyli koledzy.

W rozgrywce nr 2 kibice byli świadkami seryjnych zdobyczy. Najpierw drużyna ze stolicy Warmii i Mazur uciekła od stanu po 15 na 19:15. Pogoń gospodarzy dała nadzieję miejscowym na doprowadzenie do remisu (20:19). Ostatnie słowo należało do azetesiaków, którzy pokazali, że mają nerwy ze stali. Już pierwszego setbola, mimo podwójnego bloku, Oivanen uderzeniem z krótkiej zamienił na wyższe prowadzenie w tym spotkaniu.

Po regulaminowej przerwie Czarni podjęli walkę o przedłużenie widowiska. Dzięki pojedynczym "czapom" Kamila Gutkowskiego na Rafale Buszku oraz kontratakom Wytze Kooistry wypracowali, wydawało się, znaczącą przewagę (15:11). Akademicy nie czekali jednak na kolejną partię, by wygrać za trzy punkty. Mało tego, ekspresowo odrobili dystans. W ekipie gości brylował Grzegorz Szymański. To były reprezentacyjny atakujący poderwał kolegów. Po jego asach serwisowych, a potem bezbłędnej grze na skrzydle, AZS osiągnął meczbola. Miejscowi robili, co mogli, aby wrócić do gry. Podbili atak Buszka, a nawet mieli szansę na remis po 24. Niestety dla Czarnych z tzw. sytuacyjnej piłki Westphal zdołał co prawda zaatakować mocno, ale nadział się na potrójny blok przyjezdnych.

- Uważam, że zagraliśmy na dobrym poziomie. Nasze atuty w tym meczu? Na pewno zagrywka i blok. Tymi elementami zdobywaliśmy kluczowe punkty. Cieszy także to, że potrafiliśmy dobrze zareagować w trzecim secie, który długo nie układał się po naszej myśli - podsumował Szymański, najlepiej punktujący zawodnik (19 pkt.) oraz MVP meczu w Radomiu.

Cerrad Czarni Radom - Indykpol AZS Olsztyn 0:3

Sety: 19:25, 23:25, 23:25

Cerrad Czarni: Neroj, Kooistra, Ostrowski, Westphal, Grzechnik, Wachnik, Kowalski (libero) oraz Kędzierski, Bołądź, Filipowicz, Gutkowski.

Indykpol AZS: Dobrowolski, Szymański, Bongolea, Oivanen, Buszek, Hain, Żurek (libero) oraz Krzysiek, Łuka.