Sport.pl

KOMENTARZ. Czarni muszą w końcu odnaleźć radości z gry

Siatkarze Cerradu Czarnych Radom mają najgorszą serię, odkąd wrócili do gry w siatkarskiej elicie. W PlusLidze nie wygrali od połowy lutego, czyli od momentu gdy przesądzili o awansie do najlepszej ósemki bieżących rozgrywek.
W sezonie zasadniczym radomianie imponowali jakością gry, zaangażowaniem, wolą walki. Rywalizacja sprawiała im radość, a pokonywanie kolejnych przeciwników mobilizowało na następne potyczki. Awans Czarnych do play-off okrzyknięto - zresztą słusznie - niemałym sukcesem. Bo Czarni, beniaminek w elicie, zostawili za sobą bogatszych, mających większe doświadczenie.

Ale przyszła faza pucharowa i w ekipie trenerów Roberta Prygla i Wojciecha Stępnia coś się zacięło. Serię porażek z końcówki sezonu zasadniczego z możnymi ligi oraz Jastrzębskim Węglem o awans do półfinału play-off jeszcze można było przełknąć. Sztab szkoleniowy beniaminka próbował różnych forteli, by pobudzić swoich podopiecznych do walki o ligowe zwycięstwo. Od jakiegoś czasu w drużynie obowiązuje zakaz golenia się. Siatkarze co prawda podcinają coraz dłuższe brody, ale każdy z nich, nawet jeśli nie lubi takiego stylu, nosi na twarzy zarost. Ponoć "pozwolenie" na użycie brzytwy nastąpi dopiero po wygranej...

Tymczasem kiepskie w wykonaniu Czarnych otwarcie rywalizacji o miejsca 5.-8. z Politechniką Warszawską, stoi w gardle. Już teraz nie było przeproś, że to rywal mający wyższe aspiracje, większy budżet i lepszych zawodników. Czarni i Politechnika to porównywalne zespoły. W pierwszej części sezonu radomianie, prezentując wspomnianą radość z gry, potrafili pokonać rywala zarówno u siebie, jak i na jego terenie. Teraz tego brakuje, a efekt jest taki, że stołeczni, nie grając wielkiej siatkówki, odprawili naszych bez starty seta.

Nie mam wątpliwości, że Czarnych stać jest na odwrócenie losów rywalizacji z inżynierami. By tak się stało sportowo, a może przede wszystkim mentalnie, trzeba tego chcieć. Smutek zawodników będących na placu gry, o którym po ostatnim meczu mówił trener Prygiel, należy zamienić w radość. Błędy techniczne w trakcie meczów, bo wierzę, że w weekend będą dwa w Radomiu, przytrafią się. Ale jeśli radomianie zrobią wszystko, by je zminimalizować, otworzą sobie szansę na awans. W innym przypadku w drużynie nadal pozostaną zawodnicy z brodami prawie do pasa.

Więcej o: