Sport.pl

Co za mecz w Rzeszowie. Cerrad Czarni wywozi cenny punkt

Siatkarze Cerradu Czarnych Radom nie przestraszyli się lidera PlusLigi w jego własnej hali i stoczyli pasjonujący pięciosetowy bój. Mimo porażki 2:3 w zespole radomian świetnie zagrali Mikko Oivanen i Wojciech Żaliński, którzy indywidualnie punktowo wygrali dwa sety.
Pochwały należą się jednak całej drużynie z Radomia, która po trzech partiach prowadziła już 2:1. Ostatecznie uczestnicy elitarnej Ligi Mistrzów, czyli zespół Asseco Resovii Rzeszów, wygrali po tie-breaku.

Kilkadziesiąt minut przed meczem wiadomo było, że w składzie Resovii zabraknie Dawida Konarskiego, Łukasza Perłowskiego oraz Oliega Achrema, zaś w zestawieniu Cerradu Czarnych - Igora Grobelnego, a także Bartłomieja Grzechnika - poinformowała oficjalna strona klubu wksczarni.pl. W wyjściowej szóstce pojawił się za to środkowy Michał Ostrowski, który rzadziej do tej pory otrzymywał szansę gry w pierwszym zespole.

Premierowa odsłona zapowiadała, że Cerrad Czarni, podobnie jak tydzień wcześniej w Bełchatowie, zamierza twardo postawić się faworytowi. Wtedy w Bełchatowie, zaś w minioną sobotę w Rzeszowie. Od początku trwała wyrównana walka punkt za punkt. Kto z fanów Asseco Resovii sądziłby jednak, że w końcówce to radomianie będą bawić się swoimi akcjami i wyjadą na prowadzenie 23:20...!

Wydaje się tymczasem, że Wojskowi nie byliby sobą, gdyby z kolei nie przyprawili swoich kibiców o palpitacje serca, bowiem już po chwili zrobiło się po 23. W tym momencie piłkę setową przyjezdnym dał Oivanen, który kilka sezonów temu zakładał przecież koszulkę Resovii. Jego mocny i skuteczny atak spowodował, że w pole zagrywki mógł zawędrować Wojciech Żaliński. Przyjmujący radomian bez kalkulacji huknął co sił... i opłaciło się - WKS wyszedł na prowadzenie ku uciesze tej części publiczności, która przyjechała dopingować ekipę z miasta nad Mleczną.

Kolejna odsłona to bój do ostatnich piłek, co tylko potwierdziło, że wygrany set nie był wypadkiem przy pracy, a Czarni spisują się po prostu coraz pewniej. Miejscowi co odskakiwali na trzy "oczka", to za chwilę zaraz je tracili i był remis. Takie wymiany trwały do stanu 24:24. Wtedy też pojawił się kłopot w przyjęciu, czego konsekwencją było zablokowanie fińskiego siatkarza i wyrównanie stanu rywalizacji.

Żal zmarnowanej szansy podziałał pozytywnie na podopiecznych Roberta Prygla, którzy zwietrzyli szansę na jakąkolwiek zdobycz i doskonale rozprawili się z rywalem w trzeciej odsłonie. Ręce same składały się do oklasków po kolejnych atakach ze środka Michała Ostrowskiego, którego Resovia nie miała lepiej rozpisanego od Oivanena czy Żalińskiego. Czarni, prowadząc 20:18, pozwolili rzeszowianom zdobyć jeszcze zaledwie punkt. Popularny "Żalu" zablokował w pojedynkę Jochena Schöpsa i WKS miał prawo myśleć nawet o komplecie punktów!

Niestety, nadzieje zostały rozwiane po kilkunastu kolejnych piłkach po wznowieniu gry. Widząc, że gospodarze są na fali, trener Prygiel próbował zmienników. Wejścia Jakuba Wachnika czy Michała Kędzierskiego tym razem nie podbudowały konta gości i partia bez historii zakończyła się triumfem "pasów" do 14.

Prawdziwa walka rozgorzała w decydującym rozdaniu. Po bloku Lukasa Kampy Czarni prowadzili po raz ostatni 10:9. Chwilę potem było po 11 i rzeszowianie zdobyli kolejne trzy "oczka". Pierwszą piłkę meczową zdołał obronić jeszcze Dirk Westphal, ale nie wykorzystał kolejnej w kontrze. Nikołaj Penczew nie rozdawał już prezentów i wybił piłkę po rękach blokujących, kończąc zawody.

Asseco Resovia Rzeszów - WKS Cerrad Czarni Radom 3:2 (23:25, 26:24, 19:25, 25:14, 15:12).

Asseco Resovia: Lotman, Nowakowski, Ivović, Schöps, Drzyzga, Dryja, Ignaczak (libero) oraz Buszek, Holmes, Penczew.

Cerrad Czarni: Ostrowski, Pliński, Żaliński, Westphal, Kampa, Oivanen, Kowalski (libero) oraz Kędzierski, Bołądź, Wachnik, Gutkowski.

MVP meczu: Piotr Nowakowski (Asseco Resovia).

Więcej o: