Sport.pl

Czarodzieje z Wydm odczarowali niewygodną Rosę

Koszykarze Rosy Radom po trzech kolejnych triumfach z Kotwicą Kołobrzeg doznali pierwszej porażki. Rywale - pierwszą wyjazdową wygraną w sezonie - zapewnili sobie rzutem Seana Mosleya na sześć sekund przed końcową syreną!
Największą niespodzianką czekającą na kibiców przed rozpoczęciem pojedynku była nieobecność w składzie Jeremy'ego Montgomery. Rzucający obrońca Rosy w ostatnich dniach zmagał się z bólem kręgosłupa i szkoleniowiec Wojciech Kamiński dał mu odpocząć. Do kadry zespołu powrócił za to Jakub Schenk, a w wyjściowej "piątce" po raz pierwszy w sezonie pojawił się Paweł Bogdanowicz.

Mecz rozpoczął się od wzajemnej wymiany ciosów, a zawodnicy (co mogło przypaść do gustu kibicom) grali niemalże bez obrony. Po 120 sekundach meczu i wsadzie piłki do kosza przez Kima Adamsa - było 9:5 dla gospodarzy. O ile nasi zawodnicy kończyli akcje ofensywne skutecznie, to goście pudłowali.

Taka gra zupełnie nie spodobała się Grzegorzowi Arabasowi i trener Kotwicy przy stanie 14:5 poprosił o czas.

Wypracowana przez radomian przewaga utrzymała się do końca pierwszej kwarty. Nasi zawodnicy wygrali ją 32:23.

Od początku drugiej, na parkiecie - przy aplauzie publiczności - pojawił się Michał Nikiel. Zawodnik, który w ostatnim czasie spełniał rolę rezerwowego (w ciągu czterech minut), uzyskał jeden punkt i zbiórkę.

W tej części pojedynku dał o sobie znać Marko Djurić - popisujący się ośmioma punktami. Center pociągnął Czarodziejów z Wydm i ci schodzili na przerwę tylko z czterema "oczkami" straty.

W 21. minucie po celnym rzucie w wykonaniu Coreya Jeffersona Kotwica wyszła na pierwsze prowadzenie w meczu. Nie cieszyła się z niego zbyt długo, bo o umiejętnościach ofensywnych przypomnieli sobie Nic Wise i Kim Adams.

Od połowy drugiej kwarty wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie. Raz na prowadzeniu była Rosa, a raz Kotwica.

Nasi zawodnicy do tego momentu upodobali sobie zwłaszcza rzuty zza linii 6,75 m. Na 14 prób trafili siedem razy.

W 35. minucie Slavisa Bogavac został sfaulowany w sposób niegodny sportowca przez Jarosława Zyskowskiego i otrzymał dwa rzuty wolne i piłkę z boku. Gospodarze wykorzystali sytuację i wyszli na prowadzenie 74:70.

Od tego momentu przez kolejne 180 sekund punktowali tylko kołobrzeżanie i na dwie minuty przed końcem po wsadzie piłki przez Seana Mosleya wyszli na najwyższe prowadzenie 77:74.

Wówczas o przerwę poprosił szkoleniowiec miejscowych Wojciech Kamiński. Na 56 sekund przed końcową syreną akcją dwa plus jeden popisał się Bogavac, doprowadzając do remisu. Wtedy czas wziął Arabas, rozrysowując jedną z ostatnich akcji - wyrównanego meczu. Goście przeprowadzili szybki atak, a nieprzepisowo powstrzymywany był Demetrius Brown. Amerykanin wykorzystał dwa rzuty wolne i było 77:79. Na 33 sekundy przed zakończeniem indywidualną akcją popisał się Wise. W odpowiedzi po raz kolejny z linii rzutów wolnych nie pomylił się Brown (79:81).

Ostatnie sekundy kibice oglądali na stojąco i byli świadkiem tzw. łatwych punktów spod kosza w wykonaniu Mateusza Jarmakowicza. Niestety, ostatnie "oczka" w meczu uzyskał Mosley i Kotwica odniosła historyczny, bo pierwszy w tym sezonie, triumf w hali rywala.

Rosa Radom - Kotwica Kołobrzeg 81:83 (32:23, 12:17, 23:26, 14:17)

Rosa: Kardaś 6, Dorsey 0, Cupković 12, Wise 12, Zalewski 6, Bogdanowicz 2, Nikiel 1, Jarmakowicz 15, Adams 6, Schenk 0, Bogavac 21.