Komentarz. Trenerowi się podobało, fanom basketu też

Warto było przyjść w piątkowe popołudnie do hali radomskiego MOSiR-u, gdzie koszykarze Rosy zdecydowanie rozprawili się ze Śląskiem Wrocław. W walce o punkty Tauron Basket Ligi gospodarze zaprezentowali atuty, o których rywal tym razem mógł tylko pomarzyć.
Choć Śląsk to tegoroczny beniaminek ekstraklasy, to warto przypomnieć, że jest najbardziej utytułowanym klubem koszykarskim w Polsce. Wrocławianie to siedemnastokrotni mistrzowie Polski, przez lata hegemon w kraju. Po sukcesach Wielkiego Śląska klub popadł w tarapaty, wylądował w niższych ligach i dopiero od kilku sezonów jest na drodze odbudowy.

Tymczasem koszykarze Rosy przystąpili do rywalizacji po dwóch ligowych wpadkach. Ale tym razem zespół trenera Wojciecha Kamińskiego zaprezentował się wyśmienicie. Dla radomian nie było straconych piłek, mecz w ich wykonaniu charakteryzowała przemyślana taktyka, skuteczność w obronie i ataku. Obrazowo może to potwierdzić akcja z końcówki III kwarty. Atakującego Kelvina Thompsona Łukasz Majewski zatrzymał zagraniem rodem z NBA. Amerykański gracz wyszedł z piłką wysoko w górę, ale popularny "Majonez" zgodnie z przepisami sprowadził go na parkiet, blokując podkoszowe zapędy przeciwnika. Po klasycznej "czapie", którą fani przyjęli owacyjnie, radomianie wyprowadzili kontrę. Jej efekt fenomenalny, bo piłka po szybkim ataku miejscowych znalazła się w koszu Śląska.

Rosa raziła swoją siłą ataku. Wrocławianie nie wiedzieli, jak bronić, bo wachlarz ofensywny graczy Kamińskiego był mocno rozbudowany. Wejścia podkoszowe, a także rzuty z dystansu, ponowienia ataku po zbiórce w ofensywie, szczelna obrona - oto krótka charakterystyka Rosy z konfrontacji ze Śląskiem. Słówko także o zespołowości, bo to także cechowało poczynania radomian. Nie można ponadto puścić w niepamięć postawy Amerykanów, którzy przywdziewają meczowe stroje Rosy. Elijah Johnson, Kirk Archibeque, Korie Lucious oraz Kim Adam rzucili łącznie 55 punktów, czyli więcej niż połowę z 83, które zaproponowali wrocławianom gospodarze. Nic dodać, nic ująć...

Po meczu szkoleniowiec miejscowych pozwolił sobie na proste, ale jakże oddające przebieg spotkania stwierdzenie: "Mnie się podobało" - oznajmił trener Rosy. Nie mam wątpliwości, że radomskim kibicom postawa zespołu, któremu dopingują, także przypadła do gustu.