Sport.pl

Rosa Radom czwartą siłą koszykarskiej elity w kraju

Drugi sezon koszykarzy Rosy Radom na parkietach Tauron Basket Ligi przyniósł podopiecznym trenera Wojciecha Kamińskiego wysokie czwarte miejsce. Oto najważniejsze fakty tego historycznego sukcesu.
Działacze Rosy w przeciwieństwie do pierwszego sezonu - okazali się bardzo czujni i już w czerwcu 2013 roku rozpoczęli transferową ofensywę. Do Radomia trafiło wielu doświadczonych koszykarzy - Łukasz Majewski, Robert Witka, Jakub Dłoniak czy Kamil Łączyński. Ponadto trener Kamiński zdecydował się mieć u siebie Amerykanów: Kirka Archibeque, Korie Luciousa i Elijaha Johnsona.

Jak się później miało okazać ostatni z wymienionych tylko "przywitał" się z radomską publicznością, bo po kilku miesiącach gry spakował walizki i poleciał do Stanów Zjednoczonych. Przyczyna tak szybkiego wyjazdu do domu? Kontuzja. Kibice Rosy wprawdzie łudzili się jeszcze, że skrzydłowy pojawi się w Radomiu, ale najwyraźniej nie pasował mu nasz klimat...

Tymczasem, pomimo tak znaczących zmian kadrowych bukmacherzy jak i fachowcy od basketu w naszym kraju nie dawali Rosie większych szans na jakiekolwiek zdobycze w lidze.

Jedynie zarząd radomskiego klubu wierzył w zespół i określił cel do zrealizowania, którym był awans do fazy play - off [najlepsza ósemka rozgrywek - wyj. red.].

Początek ligi okazał się dla Rosy wręcz wyśmienity. Ci, którzy myśleli, że radomianie będą potrzebowali nieco czasu, by wkomponować się w różnego rodzaju ustawienia i przede wszystkim zgrać się - srodze się mylili. W pierwszych czterech meczach sezonu Rosa odniosła komplet zwycięstw. Trzy z nich miały miejsce w TBL zaś jedno w pojedynku z Kotwicą Kołobrzeg, którego stawką był awans do II rundy rozgrywek Intermache Basket Cup.

Sposób na Rosę znaleźli dopiero koszykarze Czarnych Słupsk, pokonując ówczesnego lidera różnicą 10 punktów. Ostatecznie pierwszą rundę radiomianie zakończyli z bilansem pięciu zwycięstw i sześciu porażek.

Największy zawód z pewnością w całych rozgrywkach kibice basketu w Radomiu przeżyli 4 stycznia. Wówczas nasi dość niespodziewanie ulegli outsiderowi - Polpharmie Starogard Gdański i to u siebie. - Takich meczów jak ten nie powinniśmy przegrywać. Obawiam się, że może on odbić się nam czkawką - mówił trener Kamiński.

Na szczęście był to tzw. zimny prysznic, który na graczy Rosy podziałał mobilizująco. Potem nasi zaczęli coraz śmielej piąć się w górę tabeli. Kolejne zwycięstwa spowodowały, że Rosa miała realne szanse na awans do czołowej szóstki ligi - a więc już po I fazie sezonu zasadniczego wykonać założony przed sezonem cel.

Kluczowym okazał się mecz w Koszalinie, który Rosa wygrała 72:67. To właśnie po nim radomianie zapewnili sobie awans do play-off (1-6).

Przełom marca i kwietnia to z pewnością był najlepszy okres Rosy w całych rozgrywkach. Podopieczni trenera Kamińskiego po raz pierwszy w historii wygrali z PGE Turówem Zgorzelec czy Treflem Sopot. Co więcej Rosa na swoim rozkładzie miała także mistrza Polski - Stelmet Zielona Góra. W pewnym momencie (przed pojedynkami z Anwilem) nasi zajmowali nawet czwarte miejsce w tabeli TBL. Niestety passa została przerwana i II rundę radomianie zakończyli na i tak wysokim piątym miejscu.

Lokata spowodowała, że Rosa w pierwszej rundzie play - offów trafiła na Anwil Włocławek. Dwa pierwsze pojedynki (gra toczyła się do trzech wygranych meczów) wygrali popularni Rottweilerzy, ale emocje miały się dopiero zacząć. Radomianie doprowadzili do stanu 2:2 i w piątym meczu rozegranym w Hali Mistrzów odnieśli zasłużony sukces.

Tym samym Rosa zrobiła kolejny krok, bo miała zagwarantowane co najmniej czwarte miejsce.

Ostatecznie takie też zajęła, bo najpierw nie sprostała PGE Turowi Zgorzelec a w pojedynkach o brązowe medale uległa wyżej notowanemu Treflowi Sopot. Trójmecz zakończył się triumfem zespołu z Trójmiasta 2:1, a nasi mogli tylko żałować, że z powodu kontuzji ostatnie pojedynki sezonu opuścili: Kirk Archibeque, Hubert Radke i Danmian Jeszke.

Więcej o: